wiersze, cz., 2


        
  Środa, 10 Marzec 2010 r. Imieniny: Cypriana, Marcelego, Makarego    
komis forum zdjęcia online lista prezentów loga, dzwonki reklama kontakt
Dziś polecamy:
Złote myśli
/o miłości
strona główna
ustaw jako startową
dodaj do ulubionych
zarekomenduj vortal

oferty
Biżuteria/Obrączki
Catering
Cukiernie
Dekoracje
Fotografia
Fryzjer
Hotele/Restauracje
Kwiaciarnie
Limuzyny
Lokale
Moda damska
Moda męska
Organizowanie ślubów
Podróże poślubne
Prezenter/DJ
Prezenty
Salony urody
Szkoły tańca
  • cała Polska
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-Pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-Mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie
  • Wideofilmowanie
    Wizaż/Stylizacja
    Zaproszenia
    Zespoły muzyczne


    logowanie
    Użytkownik:  
    Hasło:  
    utwórz nowe konto


    komis
    Zapraszamy do komisu, gdzie można kupić bądź sprzedać akcesoria ślubne. Umieszczanie ogłoszeń całkowicie za darmo!



    forum dyskusyjne
    Szukasz oryginalnych sposobów oświadczyn, zaręczyn? Nie wiesz jak zorganizować ślub, wesele?
    Zapraszamy na forum!




    lista prezentów
    Zadecydujcie sami jakie prezenty ślubne chcecie otrzymać. Przygotujcie swoją listę prezentów!

    Opcje Młodej Pary
    utwórz LISTĘ
    zobacz LISTĘ
    zmień LISTĘ
    skasuj LISTĘ

    Opcje gości
    rezerwacja prezentu









      Wiersze cz. 2

    Krzysztof Kamil Baczyński
    • Ciemna miłość

    Leżymy w łożu mrocznym jak na dnie strumienia
    wyschłego. Włosy długie, poplątane wioną,
    rozdzielają się, łączą jak smugi cierpienia
    i niosą się jak ścieżki ku dalekim strunom.
    Tu u nas zła tarnina rośnie tak po brzegu
    biała czasem, a czasem jest jak rozpacz dłoni,
    i armie ciężko dzwonią jak wykute w śniegu,
    w księżycach jasnych sunąc. Krzyk, parskanie koni
    i czołgów ryk podziemny - jakby wydzierały
    dusz trzepot nieostrożnie pobratany z ciałem.

    Więc nasze ciała długie, splecione jak palce
    w nocnym konaniu cierpną i wiatr nam na twarze
    niesie płatki tarniny odstrzelone w walce,
    i leżą tak jak piętna pośmiertne, na miłość
    strącone, aby wspomnieć, że się nic nie śniło,
    bo oczy były otwarte i we śnie.
    I źródła są w powietrzu, i czujemy je
    to są pociski krwi, co jeszcze trysną.
    I łkania są w powietrzu metalowy jęk,
    który się w ogniu spełnia ulewą ziarnistą.
    I boleść, którą kiedyś nazwiemy ojczyzną,
    co teraz jest jak dziecko, które nam we śnie
    umiera. Jeszcze oddech jego z ziemi drży,
    bo to był mej miłości pierworodny syn.

    A potem długa noc. I zrywam się w ciemności
    bez zbroi, nagi, taki, jakem z ziemi wstał,
    rozpleść łodygi naszych nie spełnionych ciał
    i być żołnierzem nocnym wiary bez litości.
    I nim odejdę jeszcze, nim się broń rozpali,
    widzę, jak się ten obłok twego ciała żali.

    Bo ciemne miłowanie jest na dnie człowieczem,
    które pragnących traci i czystość rozdziera,
    a które się do dłoni bierze razem z mieczem,
    lecz się w nim cierpi długo, chociaż nie umiera.
    l znów widzimy miasta płonące l dymy,
    co się powoli wznoszą pnąc na stopnie niebios,
    i szubieniczne drzewa skrzypią, i z daleka
    bicz strzela i rozcina z ziemią wraz - człowieka.

    A nad tym krzewy kwitną. Z pąków zielonkawe
    chmury płyną. Dojrzałość lepko się przelewa.
    Widnokręgiem o świtach ciągną kluczem drzewa.
    I ludzie ci żałosni, w nie obeschłych gruzach,
    pod namiotami cyrków, w świergocie karuzel,
    unoszą się jak łachman, wśród dymu śpiew niosą
    weseli. Jak wyzwanie sczerniałym niebiosom.

    Długie, suche koryto - jest to dno strumienia,
    gdzie leżymy jak kamień pod kurzawą gwiazd.
    Tyle jeszcze milczenia strasznego jest w ziemi,
    że chyba go wystarczy na niejedną śmierć!
    Módlmy się, módlmy słowami ciemnemi!
    Siejmy, o, siejmy, chociaż ziarnem serc!

    • Erotyk

    W potoku włosów twoich, w rzece ust,
    kniei jak wieczór - ciemnej
    wołanie nadaremne,
    daremny plusk.

    Jeszcze w mroku owinę, tak jeszcze różą nocy
    i minie świat gałązką, strzępem albo gestem,
    potem niemo się stoczy,
    smugą przejdzie przez oczy
    i powiem: nie będąc -jestem.

    Jeszcze tak w ciebie płynąc, niosąc cię tak odbitą
    w źrenicach lub u powiek zawisłą jak łzę,
    usłyszę w tobie morze delfinem srebrnie ryte,
    w muszli twojego ciała szumiące snem;

    Albo w gaju, gdzie jesteś
    brzozą, białym powietrzem
    i mlekiem dnia,
    barbarzyńcą ogromnym,
    tysiąc wieków dźwigając
    trysnę szumem bugaju
    w gałęziach twoich - ptak.

    • Dedykacja:

    Jeden dzień - a na tęsknotę - wiek.
    jeden gest - a już orkanów pochód,
    jeden krok - a otoś tylko jest
    w każdy czas - duch czekający w prochu.

    Mojej najdroższej Basi - Krzysztof
    dn. 2 II 1942 r.

    • Miłość

    O nieba płynnych pogód,
    o ptaki, o natchnienia.
    Nie wydeptana ziemia,
    nie wyśpiewane Bogu
    te drzewa, te kaskady
    iskier, ten oddech nieba,
    w ramionach jak w kolebach
    zamknięty. Jak cokoły
    drzewa z szumem na poły;
    serca jak dzbany łaski,
    takie serca jak gwiazdki,
    takie oczu obłoki,
    taki lot - za wysoki.

    Słońce, słońce w ramionach
    czy twego ciała kryształ
    pełen owoców białych,
    gdzie zdrój zielony tryska,
    gdzie oczy miękkie w mroku
    tak pół mnie, a pół Bogu.

    Twych kroków korowody
    w urojonych alejach,
    twe odbicia u wody
    jak w pragnieniach, w nadziejach.
    Twoje usta u źródeł
    to syte, to znów głodne,
    i twój śmiech, i płakanie
    nie odpłynie, zostanie.
    Uniosę je, przeniosę
    jak ramionami - głosem,
    w czas daleki, wysoko,
    w obcowanie obłokom.

    8 września 1942 r.

    • *** [Niebo złote ci otworzę...]

    Niebo złote ci otworzę,
    w którym ciszy biała nić
    jak ogromny dźwięków orzech,
    który pęknie, aby żyć
    zielonymi Usteczkami,
    śpiewem jezior, zmierzchu graniem,
    aż ukaże jądro mleczne
    ptasi świt.

    Ziemię twardą ci przemienię
    w mleczów miękkich płynny lot,
    wyprowadzę z rzeczy cienie,
    które prężą się jak kot,
    futrem iskrząc zwiną wszystko
    w barwy burz, w serduszka listków,
    w deszczów siwy splot.

    I powietrza drżące strugi
    jak z anielskiej strzechy dym
    zmienię ci w aleje długie,
    w brzóz przejrzystych śpiewny płyn,
    aż zagrają jak wielonczel
    żal -- różowe światła pnącze,
    pszczelich skrzydeł hymn.

    Jeno wyjmij mi z tych oczu
    szkło bolesne -- obraz dni,
    które czaszki białe toczy
    przez płonące łąki krwi.
    Jeno odmień czas kaleki,
    zakryj groby płaszczem rzeki,
    zetrzyj z włosów pył bitewny,
    tych lat gniewnych czarny pył.

    15 VI 43 r.

    • Pragnienia

    Co dzień kochając cię płaczę,
    tęsknię za tobą -- patrząc,
    oczy mi popieleją,
    wiedzą, że nie zobaczą.

    A z ciebie gorycz płynie
    jak w niebo dym spokojny,
    dzień jak liść kruchy się zwinie
    i ptak, co w śpiew niezbrojny.

    Przysiadają na mnie modlitwy
    przelotne, ach, przelotne.
    Elementarne bitwy,
    trwożne, samotne.

    Uczę się ciała na pamięć
    i umiem. Widać dusza
    jest jeszcze, która kłamie,
    a we mnie śmierć porusza.

    Po snów kipieli ciemne)
    szukam cię, tak się spalam,
    ręce mi nadaremne
    jak ptak, co gniazdo kala.

    I może by w milczeniu
    i w cierpieniu by może,
    cóż, kiedy nocy grożę,
    niedowidzeniu.

    I takim ci ja hardy
    jak ręce, co rycerzom
    przypinają kokardy,
    w których siłę nie wierzą.

    I takim ci ja mocarz,
    że kiedy słów nie trzeba,
    nie umiem stworzyć nieba
    miłością w oczach.

    czerwiec 42 r.

    • Ten czas

    Miła moja, kochana. Taki to mroczny czas.
    Ciemna noc, tak już dawno ciemna noc, a bez gwiazd,
    po której drzew upiory wydarte ziemi -- drżą.
    Smutne nieba nad nami, jak krzyż złamanych rąk.
    Głowy dudnią po ziemi, noce schodzą do dnia,
    dni do nocy odchodzą, nie łodzie -- trumny rodzą,
    w świat grobami odchodzą, odchodzi czas we snach.

    A serca -- tak ich mało, a usta -- tyle ich.
    My sami -- tacy mali, krok jeszcze -- przejdziem w mit.
    My sami -- takie chmurki u skrzyżowania dróg,
    gdzie armaty stuleci i krzyż, a na nim Bóg.
    Te sznury, czy z szubienic? długie, na końcu dzwon --
    to chyba dzwon przestrzeni. I taka słabość rąk.
    I ulatuje -- słyszę -- ta moc jak piasek w szkle
    zegarów starodawnych. Budzimy się we śnie
    bez głosu i bez mocy i słychać, dudni sznur
    okutych maszyn burzy. Niebo krwawe, do róży
    podobne -- leży na nas jak pokolenia gór.
    I płynie mrok. Jest cisza. Łamanych czaszek trzask;
    i wiatr zahuczy czasem, i wiek przywali głazem.
    Nie stanie naszych serc. Taki to mroczny czas.

    10 września 1942 r.

    • *** [Ty jesteś moje imię...]

    Ty jesteś moje imię i w kształcie, i w przyczynie,
    i moje dłuto lotne.
    Ja jestem, zanim minie wiek na koniu-bezczynie,
    ptaków i chmur zielonych złotnik.
    Ty jesteś we mnie jaskier w chmurze rzeźbiony blaskiem
    nad czyn samotny.
    Ja z ciebie ulew piaskiem runo burz, co nie gaśnie,
    każdym życiem i śmiercią stokrotny.
    Ty jesteś marmur żywy, przez który kształt mi przybył,
    kształt w wichurze o świcie widziany,
    który o mleczne szyby buchnął płomieniem grzywy
    i zastygł w dłoni jak z gwiazdy odlany.
    I jesteś mi imię ruchów i poczynaniem słuchu,
    który pojmie muzykę i sposób,
    który z lądu posuchy wzejdzie żywicą-duchem
    w łodygę głosu.

    Edward Balcerzan
    • [Myślenie tobą...]

    Bogusławie

    myślenie tobą
    nacinanie brzozowej kory płócien Renoira
    ale tylko do miejsc nie zabliźnionej wilgoci
    zwijanie w przekrwionym kciuku prażącego żagla
    z tkaniny twego biodra nazbyt spierzchłej farbą

    zbłąkany w tobie

    w dźwięczne mrowisko grudek na odwrocie łydki
    zwiany z suchą watą przesilenia
    dostrzegalny w listopadach świateł wzbierający
    w sypką łachę przyśnionego tobie ciała

    powtórzeni w sobowtórach naszych ust -- niepowtarzalni
    wydobyci z ciepłych kropel snu -- niedocieczeni
    przygarnięci w popielatej wnęce -- czasu? siebie? snu?
    ogarniający wnękę

    Stanisław Baliński
    • O tamtej...

    Z tamtą było kapryśnie i było niepewnie,
    Gdy prosiłeś o serce, drwiła z ciebie płocha,
    A gdy chciałeś porzucić, wzywała cię rzewnie,
    Trudno ją było lubić, trzeba było kochać.

    Ta nigdy nie jest zmienna i nie jest powiewna,
    Ma uśmiech pogodniejszy i słowa łaskawsze,
    Możesz jej ufać wiernie, nie zdradzi -- rzecz pewna,
    A kiedy powie słowo, dotrzymuje zawsze.

    Tamta mnie opuściła, tamtej nie ma ze mną,
    Ta przyszła i uściskiem objęła serdecznie,
    I chociaż mi z nią dobrze i chociaż bezpiecznie,
    Za tamtą mi jest smutno, za tamtą mi ciemno...

    Michał Bałucki
    • Nie w porę

    Raz byłem u niej: z kotkiem na ręce
    Siedziała w oknie w białej sukience
    I paluszkami drażniła kotka:
    Pieszczotka!

    I wkoło twarzy dziewczęcia białej,
    Zarumienionej, loczki się chwiały
    I uśmiechały się oczka czarne
    Figlarne.

    Siedzę i czekam godzinę całą,
    By dziewczę z kotkiem igrać przestało
    l pogadało kilka słów ze mną...
    Daremno!

    Ani mnie widzi, ani mnie słyszy,
    Kotek jej rączkę chwyta jak myszy,
    Czasem zadrapie. Ona to woli -
    Choć boli.

    Więc rzekłem sobie: jeszcze za wcześnie
    Pukać w serduszko, co leży we śnie,
    l unikałem dzieweczki białej
    Rok cały.

    Kiedym powrócił, znów w tym pokoju,
    Przy tym okienku pełnym powoju,
    Bluszczów, siedziała moja pieszczotka
    Bez kotka.

    Lecz czegoś dziwnie zmieszana była,
    Oczy ku ziemi wstydna spuściła
    I zrumienila się jak jabłuszka
    Po uszka.

    Byłem pewniutki, że z mej przyczyny...
    Wtem wiatr firanek ruszył muśliny
    I zobaczyłem sprawcę rumieńca -
    Młodzieńca.

    I znów panienka, jako przed rokiem,
    Choć siedzę, czekam, nie rzuci okiem;
    Lecz już nie kotek tym razem winny:
    Kto inny...

    Kto inny śpiące zbudził serduszko
    I szepta teraz miłośnie w uszko...
    Ha, szkoda! późno przyszedłem trocha:
    Już kocha!

    Stanisław Barańczak
    • 4.2.80: Śnieg V

    Milczkiem opadający, chyłkiem bielący się śniegu,
    cóż w lutym, za oknem, nad ranem może być w tobie jasnego

    bardziej niż to, że trzeba pod kołdrą jedną i ciepłą
    objąć się, spleść ze sobą obydwa sny, nim uciekną

    przed świtem; niż to, że trzeba do nastroszonej piersi
    przemówić ciepłym językiem (już drzwiami trzaskają pierwsi

    punktualni sąsiedzi, już przez dwie ściany winda
    swą listę obecności szumi); niż to, że pokój rozwidnia

    ten chłód nagi, wilgotny, przed którym tylko nagie,
    wilgotne ciepło chroni -- i to, co zrywa się nagle,

    dwoiste, jednolite, zdławione, nie do zniesienia,
    wzbijające się z krzykiem, jawne i mroczne jak ziemia

    • Pusty

    Kiedyś ja sama w ciebie wejdę, niczym ręka
    w Rękawiczkę. Jak ona, zaplanuję twoje
    kształty i poruszenia. I przez twoją skórę
    ledwie wyczuję żwir i popękany granit.

    Ty, tak opustoszały pomieszczeniem dla mnie,
    po stokroć przypuszczonej; ja, tak nieobecna
    w twoich półmrocznych przejściach, zakamarkach tajnych,
    w ich pustych odebrzmieniach, gdy uderzyć głucho.

    W mroku rozszerzyć siebie, rozmnożyć na wszystkie
    strony w tobie. Dopiero kiedyś. Jeszcze wierzysz,
    żeś jest i instrumentem wewnątrz futerału.
    To ja dopiero będę twoimi słowami.

    • Wrzesień 1967

    I jakim prawem mieliśmy w sobie aż tyle
    nieprzezorności, aby w bezsennym przedziale
    spędzić noc, wysiąść, drżąc z zimna, i znaleźć
    między dnem szarych chmur a warstwą rudych szpilek
    śliski od mżawki, pusty po sezonie camping -
    garść słupów do siatkówki i sklejkowych ruder,
    zza których grzmiało morze; aby w przemokniętym
    domku z dykty nie zwlekać już ani przez chwilę
    dłużej i paść w ubraniach na nagi materac
    i, niezdarnie zdzierając je z siebie, docierać
    do nas, odnalezionych Bóg wie jakim cudem

    i jakim trafem; aby nic wtedy nie przeczuć,
    chichotać z układanych wspólnie - senną głową
    przy ciepłej piersi - głupstw: "Morze miarowo
    szumi, Bo niemiarowo nie umi", pod wieczór
    czuć nadal w ciele słony, dziki, jednostajny
    rytm fal, które zbijały z nóg spienionym światłem
    zmieszanym z piaskiem, żwirem i wodorostami,
    i ten rytm naśladować w spiesznie j szym narzeczu
    dwojga ciał; aby wargi, błądzące powoli
    plażą skóry, trafiły na kryształki soli
    z morza? z potu? nie wiedząc jeszcze, jakim wiatrem

    i jakim trwaniem będą zdmuchnięte, spłukane;
    aby języki dwa bez skutku ale czule
    chciały się spleść, przytrzymać nawzajem, nie ulec
    sygnałowi z latarni morskiej, gdy nad ranem
    buczał przez mgłę, na znak, że wszystko ma swój brzeg,
    i gdy do wnętrza domku przez koślawą ramę
    okna sączył się z anten, kominów i drzew

    świt ze swoim natrętnie milczącym pytaniem,
    jakim właściwie cudem, jakim trafem, jakim
    prawem wszystko ma odtąd pozostać tym samym
    morzem, tym samym snem, tym samym słonym smakiem

    Charles Baudelaire
    • Do Przechodzącej

    Miasto wokół mnie tętniąc huczało wezbrane.
    Smukła, w żałobie, w bólu swym majestatyczna
    Kobieta przechodziła, a jej ręka śliczna
    Lekko uniosła wyhaftowaną falbanę.

    Zwinna, szlachetna, z posągowymi nogami.
    A je piłem, skurczony, dziwaczny przechodzień,
    W jej oku, niebie modrym, gdzie huragan wschodzi,
    Rozkosz zabijającą i słodycz, co mami.

    Błyskawica... i noc! Pierzchająca piękności,
    Co błyskiem oka odrodziłaś moje serce,
    Czyliż mam cię zobaczyć już tylko w wieczności?

    Gdzieś daleko! Za późno! Może nigdy więcej!
    Bo nie wiesz, dokąd idę, nie wiem, gdzieś przepadła,
    Ty, którą mógłbym kochać, ty, coś to odgadła!

    Jolanta Baziak
    • Ja proch

    Coraz mniej witania
    trzepotania ramion
    mówienia o spełnieniu
    zaciskam się wokół szyi
    badam powstające w tobie szczeliny
    drażę kanały
    na wypadek drżenia galaktyk
    ucieknę
    zdążę się z ciebie wyodrębnić
    a jeżeli nie
    to przecież zmieszczę się
    schronię
    w tobie

    Józefa Bąkowska
    • List

    Chciałam list pisać do ciebie
    Na listku róży,
    Lecz listek mógłby zaginąć
    W chaosie burzy;
    Chciałam na skrzydłach motyla
    Złoconym wzorem
    Pisać do ciebie, lecz motyl
    Ginie wieczorem.
    Chciałam list oddać zdrojowi
    W górach szumnemu,
    Ale zdrój mógłby list odnieść
    Komu innemu;

    Więc chciałam list rzucić z gwiazdą
    W dół spadającą,
    Lecz duszę by twą paliła
    I tak gorącą!
    Chciałam znów list mój zaczepić
    O błysk na niebie,
    Ale się pałam, by piorun
    Nie zabił ciebie!
    I tak nie zjawia się poseł
    Dosyć bezpieczny,
    A list mój leży do ciebie
    Taki serdeczny.

    Urszula Benka
    • Kocham cię czule, najczulej

    Kocham cię czule, najczulej,
    ale czemu co noc
    chcesz, bym białym snem i szeptem
    pełzła z łóżka na podłogę,
    w kąt, gdzie dziecko nasze śpi?

    nasze dziecko jest ostatnio takie blade,
    krzyczy przez sen
    i krzyczą jego powstające włosy,
    i kołyska trzeszcząc się wznosi,
    kiedy twarz nad nim pochylam

    zrywam się ze snu na nogi
    a ty w uśmiechniętej zadumie
    całujesz moją dłoń,
    pieścisz ramiona i piersi, aż z rozkoszy
    wiję się i w dół osuwam,

    i do dziecka, które w swoim kącie,
    pełznę skupiona i powoli
    na bladym czole składam pocałunek
    dziecko umiera rozmarzone,
    z krzykiem się budzę

    ty milczysz w uśmiechniętej zadumie
    gdy na podłodze robak się kręci
    i patrzy w moje oczy i wiem, że wszystko rozumie,
    więc razem szepczemy po nocy:
    kocham cię czule, najczulej

    Zbigniew Bieńkowski
    • Rozmowa

    Ty jesteś częścią, a ja stroną świata,
    ty wiesz o Ziemi, a o mnie wie przestrzeń.
    Jesteśmy wzajem tak jak zysk i strata,
    gdy ty westchnieniem, ja jestem powietrzem.

    ]a mam kształt własny, ty nie masz go wcale,
    ja jestem świateł i cieni pryczyną.
    Kiedy krajobraz w mych oczach zapalę,
    to tylko wtedy możesz go ominąć.

    Ty tworzysz światło, a ja formę światła,
    która z ciemności postać blasku weźmie
    i każdą gwiazdę, co z przeczuć twych spadła,
    wyśni na jawie, by świeciła we śnie.

    Ja jestem z Ziemi i na jej obszarze
    mogę ci niebo zbliżyć lub oddalić.
    Krwią swoją twoje pragnienia zagaszę,
    nim gmach przestrzeni od nich się zapali.

    Tyś jest budowlą, ja jestem jej stylem.
    Kiedy natchnione wzrokiem do dotyku
    kamienne nieba legną w ziemskim pyle,
    ja będę jeszcze pojęciem gotyku.

    Gdy wieczność stawać się zacznie na Ziemi
    i obowiązki serca kamień przejmie,
    ty będziesz trwaniem, które się nie zmieni.
    Ja pragnę więcej: aby żyć śmiertelnie.

    • [Między nami, to znaczy...]

    Między nami, to znaczy między mną i tobą.
    Między mną, który jestem istnieniem dosłownym,
    a więc krwią, sercem, łzą, westchnieniem, powietrzem,
    między mną, który jestem otwartą przenośnią,
    nie zniechęconym sercem i trzciną myślącą
    o tobie, wciąż o tobie...

    Mikołaj Biernacki
    • Więc rzucę wszelkie grymasy

    Ciężkie dzisiaj, ciężkie czasy!
    Struna życia się napręża;
    Więc rzucę wszelkie grymasy,
    Kiedy będzie iść o męża.

    Niechaj będzie siwy, stary,
    Łysy, cienki jak wrzeciono,
    Byle tylko miał talary,
    Gotowam być jego żoną.

    Niech będzie rudy, srokaty,
    Czarny, biały, jak się zdarza,
    Byle tylko miał dukaty
    Chętnie pójdę do ołtarza.

    Niech ma jakie tam chce żądze,
    Niech będzie tygrysem, wężem,
    Byle tylko miał pieniądze,
    To go nazwę moim mężem.

    Niechaj ma cielęcą główkę,
    Niech będzie nawet idiotą,
    Byle tylko miał gotówkę,
    Idę za niego z ochotą!

    Niech będzie krzywy, garbaty,
    Ślepy, chromy, głuchy, kosy,
    Byle tylko miał intraty,
    Pójdę dzielić jego losy.

    Bo to dzisiaj ciężkie czasy!
    Struna życia się napręża;
    Więc rzucę wszelkie grymasy,
    Kiedy będzie iść o męża.

    Jacek Bierezin
    • *** [Jest już druga w nocy...]

    Jest już druga w nocy
    i usnęłaś ze mną po raz pierwszy
    Mogę zostać z Tobą do rana
    i słuchać gwizdu pociągów na moście
    Od dzisiaj jesteś Innym Krajem
    w moim starym tym samym kraju
    I za oknem jest inne drzewo
    i inni przyjaciele w domach
    Od dzisiaj jesteś Pieśnią nad Pieśniami
    i nie obudzą Cię córki jerozolimskie
    Jesteś śniada i wdzięczna
    i moja ręka jest pod Twoją głową
    Od dzisiaj jesteś Pasją nad Pasjami
    i Twój szczyt góruje nad górami świata
    Pokochałem Twoje szalone ręce
    które zostawiły mi krwawe pręgi na plecach
    Od dzisiaj jesteś Ziemią Obiecaną
    której oczy i usta rozmawiają ze mną
    Możesz wejść -- mówisz -- przebij mnie
    bo pokochałam ból i twoją nienawiść
    A ja -- ja wejdę w Ciebie
    by cię oddalić i by Cię zatrzymać
    I może nasze gorące ciała
    urodzą śmierć której tak pragnę z Tobą

    • Z Tobą bez Ciebie

    Paryż, Paryż bez Ciebie
    jest tylko jeszcze jednym, smutnym,
    wyludnionym, wschodnioeuropejskim miastem,
    jak Wieluń, Warszawa czy Władywostok.
    To nie będzie wiersz, to list,
    wyznanie, wyzwanie, wołanie, włóczęga,
    walka, wyjście na ring -
    jednym słowem wszystko na "w";
    jak Weda, jak wielkość, jak wielki brak,
    jak vestibulum vaginae, woda, wino, wódka
    i wygnanie z kolejnej ojczyzny
    wykolejeńców wtopionych w widnokrąg,
    w wielki pejzaż, wschód i zachód
    tego miasta wytatuowanego na skórze
    (na imię zawsze będziesz miała Wschód),
    jak wyścig z czasem, jak wola
    wygranej, a nie ma wrogów
    wartych...

    Jak wyjść z Ciebie: opuścić jakieś miejsce,
    zwykle udając się dokądś, w jakimś celu.
    Wyjść z domu. Wyjść na spacer. Wyjść po zakupy.
    Wyjść do miasta. Wyjść naprzeciw kogoś.
    Wyjść na wolność i widzieć Ciebie.
    I nie móc wyjść z podziwu, z osłupienia,
    ze zdumienia, nie móc się nadziwić
    Twojej miłości. Twojej skórze, włosom,
    rzęsom, oczom, piersiom, udom, zapachowi
    podróży do Ciebie i w Ciebie.
    I coś wychodzi na jaw, na światło dzienne,
    przestaje być tajemnicą, staje się znane,
    zostaje ujawnione, wychodzi obronną ręką,
    krzykiem, bez szwanku, bez skazy, piękne
    jak Twoja bliskość i Twoje oddalenie.
    Jak wyjść z Ciebie, zacząć grę, rozgrywkę,
    kładąc najważniejszą kartę; wyjść w damę karo,

    wziąć początek, wywieść się skądś,
    robić dla Ciebie wszystko, ale
    żebyś nie była wszystkim.
    I jak wyjść z Ciebie nie wychodząc nigdy,
    być zawsze w Tobie i zawsze odchodzić.

    Paryż, sierpień 1989

    Marianna Bocian
    • Miłość

    nie jesteś mi dany do pocałunku
    opasuję twoje życie wzrokiem
    -- to czysta miłość
    zrodzona z bólu olśnienia

    jestem obok ciebie jak anioł
    z odrzuconym ciałem kobiety

    możesz obdarzyć mnie swoją męką
    bo dojrzała miłość ma siłę
    ten stan
    przyjąć darem

    jest spełniona
    bez pustoszenia ciał pocałunkami

    jest taka bezkresna miłość
    która ciała wyklucza
    nie rani
    nie oślepia
    jest jak jaskółka
    która czas rozwesela

    • *** [W dżungli naszych ciał...]

    W dżungli naszych ciał trwa pościg dwu bestii,
    nagich, bezradnych wśród obiegów krwi.
    Ucieczka w głąb ciała
    to wejście bezlitosne na wrogie pozycje,
    z których rozpacz wyprowadza nas czule wśród skowytu.

    W dżungli naszych ciał trwa
    pościg dwu bestii. Zmęczeni, ociekający potem mówimy
    - kochany
    - kochana.
    Jest to jedyne przebaczenie morderczego pościgu i rozgrzeszenie uległości.
    Zasypiamy. Ponad snem tylko dwie bestie dorastają do skoku

    wśród śmiertelnej dżungli ciał.
    Jest to bezprawie, na które godzi się bez nas
    nasza krew, by trwać.
    Nie my - bestie są nieśmiertelne!

    • Zakochani

    dwoje odgrodzonych od reszty świata
    w potrzasku jak więźniowie w celi
    najwspanialej okradają Boga z miłości
    -- to wszystko będzie im wybaczone --
    jeszcze więcej będzie im przydane
    ucztowały wiecznością ciała
    nie może tu być żadnej mowy
    o grzechu!
    o reszcie mówić
    wieczność zabrania

    nad kochankami zaciąga wartę
    sześcioskrzydły cherub
    z opaską na oczach

    Tadeusz Borowski
    • *** [Kim jestes?...]

    Kim jesteś? Ręki twojej gest
    i uśmiech drżący w cieniu ócz
    znam i nie mogę w sobie kształtu
    odtworzyć, jakbym szedł ulicą
    tak dobrze znaną, że mi patrzeć
    na domy bliskie i otwarte
    na oścież oczom -- nie potrzeba.
    A później: skąd przyszedłem tu?
    -- w zdumieniu pytać. Tak i ty
    bliska mi jesteś i tak znana,
    że słowem ciebie nie ogarnę
    ani obrazem, tylko czuję
    w sobie idący czar od ciebie,
    niepokojącą ufność, dobroć
    i może grozę piękna, jakbym
    ujrzał anioła, który nagle
    rozwijać jął do lotu skrzydła
    i memu dziwił się lękowi...

    • *** [Myślę o tobie...]

    Myślę o tobie. Twoje oczy,
    twój głos, twój uśmiech przypominam,
    patrząc na niebo. Zboczem nieba
    zsuwa się obłok, jakbyś lekko
    profil zwróciła w lewo. Ówdzie
    drzewo wplątane w wiatr przechyla
    koronę twoim przechyleniem,
    a tam w powietrzu ptak się waży -
    i wiem, że tak do twarzy wznosisz
    dłoń w zamyśleniu. Rozproszona
    uroda rzeczy, błysk przelotny
    piękna na ziemi wiem, że w tobie
    uwiązł i zastygł w kształt...

    • *** [Na zewnątrz noc...]

    Na zewnątrz noc. Goreją gwiazdy,
    żandarmów ostry krzyk w ciemności,
    aeroplanów twardy warkot
    i dziki tupot, jęczy bruk
    deptanych ulic, płoną stepy
    i jak potopu gniewną falą
    pulsuje noc zwycięzców krzykiem:
    to wiek, nasz wiek, przeklęty wiek
    rzuca wezwanie przyszłym wiekom...
    A przecież tylko to ocali
    nasz czas od zguby i od zemsty
    przyszłych dni grozy i rachunku
    i tylko to na brzeg wyrzuci,
    jak szczep brzemienny winną gałąź,
    morze dni naszych: proste słowa,
    że odnalazłem ciebie. Człowiek,
    który nadejdzie po nas, pieśni
    zapomni naszych, znienawidzi
    wołań i skarg helotów, ale
    gdy wyjdziesz mu naprzeciw ty,
    jak gdyby inna, lecz tak samo
    dziwna wobec gwiazd obronnym gestem
    i powie: odnalazłem ciebie...
    I moim słowem będzie mówił,
    moją miłością będzie kochał...

    • Pożegnanie z Marią

    Jeżeli żyjesz -- to pamiętaj,
    że jestem. Ale do mnie nie idź.
    W tej nocy czarnej, opuchniętej
    śnieg się do szyb płatami klei.

    I gwiżdże wiatr. I nagi kontur
    drzew bije w okno. I nade mną
    jak dym zagasłych miast i frontów
    płynie niezmierna, głucha ciemność.

    Jak strasznie cicho! Po cóż było
    aż dotąd żyć? Już tylko gorycz.
    Nie wracaj do mnie. Moja miłość
    jest zżarta ogniem krematorium.

    Stamtąd cię miałem. Twoje ciało
    w świerzbie, w flegmonie tak się pięło
    jak obłok wzwyż. Stamtąd cię miałem,
    z niebiosów, z ognia. Przeminęło.

    Nie wrócisz do mnie. Razem z tobą
    nie wróci wiatr, co mgłą się opił.
    Nie wstaną ludzie z wspólnych grobów
    i nie ożyje kruchy popiół.

    Nie chcę, nie wracaj. Wszystko było
    grą naszą, złudą, czczym teatrem.
    Krąży nade mną twoja miłość
    jak dym człowieka ponad wiatrem.

    • *** [Tak mi się twoja twarz...]

    Tak mi się twoja twarz rozpływa
    i niknie we mnie jak widnokrąg,
    z którego odejść trzeba. Glos twój,
    twe oczy, uśmiech jak przelotny
    wiatr, gdy się o twarz ociera,
    jeszcze drży we mnie i jak ptak,
    który tak lekko i ostrożnie
    w powietrzu waży się, jak gdyby
    oddechem był -- ulata ze mnie,
    rozpływa się i niknie. Próżno --
    ty wiesz, że w szyby nocnej czerń
    jak w życie swoje dawne patrzę,
    lecz ciebie tam już nie ma.
    Tylko mgła, która w górę się podnosi...

    • *** [Wciąż jesteś przy mnie...]

    Wciąż jesteś przy mnie. Wszelki dźwięk
    i ruch tak zwykły, jak schylenie
    czoła ku rękom, trzepot powiek
    i cichy uśmiech zamyślenia -
    to jesteś ty. Milczenie ust,
    puls serca i pieszczota dłoni
    nie chwycą ciebie, ani słowo,
    które w przemożny rośnie rytm
    i jakby falą i ciemnością
    ogarnia mnie... Więc smutek, gorycz,
    tęsknota - czyż naprawdę jestem
    struną, na której ból mijania
    w dźwięk się przewija? Tylko jedna
    ty, kiedy schylasz się nade mną
    uważnie patrząc w moje oczy,
    uciszasz drżenie i mój ból,
    i chociaż ciebie nie ogarnę
    słowem i gestem, jest mi dobrze
    i mówię ci po prostu: jesteś...

    • *** [Wiem, z nagła sie otworzy...]

    Wiem, z nagła się otworzy krąg
    miłości naszej. Nieostrożny
    mej ręki ruch odpłoszy ciebie --
    wtedy odejdziesz. Każda rzecz,
    której dotknęłaś, nawet powiew
    powietrza, idącego od drzwi
    lekko przez ciebie otwieranych --
    ciebie mi będą przypominać,
    jak gdyby struną były, którą,
    przechodząc mimo, potrąciłaś...
    A jakim dźwiękiem będę drżał
    ja, który miałem cię w ramionach?

    Katarzyna Boruń
    • Wieża

    Wznosimy ją.
    Możemy jeszcze przedłużać
    tę chwilę
    zanim
    popłaczą się języki
    ostre i twarde jak u kota.
    Wspinamy się coraz wyżej
    zanim popłaczą się języki
    Niech pozostanie tylko ten.
    Lżejszy od dymu
    wspólnie wypalonego
    papierosa.

    • Liryk bardzo mieszczański

    Jeśli przyjdziesz,
    to proszę,
    w progu zdejmij buty
    i wchodź powoli,
    bym mogła nacieszyć się tobą
    jak odkrywanym miastem
    przebiegać ogrodami
    odpoczywać w cieniu,
    w kościołach kryć się przed zgiełkiem,
    błąkać po zaułkach
    monety wrzucać do fontann.
    I wracać bez końca.

    Kazimierz Brakoniecki
    • Święte

    1
    Nie dotykaj mnie
    Jestem śmiertelny
    mogę się w tobie zakochać
    na śmierć

    2
    Piękno ich miłości
    było nie do obronienia
    nie służyło niczemu
    i jak dotyk duszy
    było nieuchwytne

    3
    Położyli się w radości
    a śmierć w nich spoczywała
    i trysnęła miazgą początków
    w miłość jej siłę przemienili
    i na próbę wcielili
    się w wieczność

    4
    Nie gaście lampy ciała
    niech to co zrodzone odszuka drogę
    po omacku wyszarpując dłonie
    i głowę przeciskając przez ogień
    sprasowanej ciszą ciemności
    nie gaście lampy ciała
    niech to co zrodzone odnajdzie drogę;
    ściskając w piąstkach pępowinę słońca

    5
    Dotknij mnie
    Jesteśmy jednością
    mogę się w tobie zakochać
    na śmierć

    Kazimierz Brodziński
    • Pasterka

    Kto doniesie sercu memu,
    Co z moim lubym się dzieje;
    Któż ode mnie powie jemu,
    Że tęskna łzy po nim leję?

    Miły ptaszku, mijasz gaje,
    Z dalekiej lecisz krainy,
    Powiedz, gdzie mój Jaś zostaje,
    Ach! powiedz, pośle jedyny!

    Weź te kwiaty, weź ode mnie
    Spłakanem okiem szukane!
    Serce bije mu wzajemnie,
    Dopóki żyć nie przestanę.

    Choćby go daleko w świecie
    Morzami okręt prowadził,
    Spiesz się, wracaj, donieś przecie,
    Czy żyje, czy mnie nie zdradził?

    Ale ptaszek płocho leci,
    W jodłowym gubi się lesie;
    Spieszy, śpieszy do swych dzieci,
    I kłosek w dziobku im niesie.

    Leć ptaszyno moja droga!
    Bo twoja luba cię czeka,
    Nie dziw tobie, że uboga
    Pasterka tęskna, narzeka!

    • Pasterz do Zosi

    Pojrzyj przecie mile,
    Moja Zosiu płocha!
    Daruj aby chwilę
    Temu, co cię kocha.

    Kiedy cię nie staje,
    Ciemno mi na niebie.
    Łąki, wody, gaje
    Niczem są bez ciebie.

    Tyś jest moje mienie,
    Ty wesele moje,
    Za twoje spojrzenie
    O nic już nie stoję.

    Gdybym ja się kiedy
    Stał niewiernym Zosi,
    Niech mnie wicher wtedy
    W górach poroznosi.

    Niechaj się zapadnę,
    Niewierny kochanek,
    Za oczęta ładne,
    Za twój Zosiu wianek.

    Władysław Broniewski
    • Jaskółka

    Napłynęła na mnie fala miłosna,
    jak powódź, co lody znosi.
    Ty nie jesteś już taka młoda, ale jak wiosna,
    i kto ciebie o to prosił?

    Może moje serce prosiło na klęczkach
    w rozmaitych rozpaczach i klęskach,
    całując z rozpaczą na spółkę
    ciebie - jaskółkę?

    A może te jaskółki w niebie,
    podobne do ciebie,
    latały, kwiliły i wylatały,
    żebym był radosny i śmiały?

    • Kabała

    Ten walet schnie z miłości, a ty go dręczysz wzgardą,
    dwa serca wyrwał z piersi i przekuł halabardą.

    Żołędny król go wezwał. W karecie z dzwonków pędzi.
    Ach!... Czeka go w podróży nieszczęście od żołędzi.

    Już wjechać ma w dąbrowę, a jeszcze się ogląda,
    on nie wie, że przy tobie dzwonkowy, jasny blondyn.

    Nie ufaj blondynowi, choć list czerwienny wyśle,
    spal złoty włos nad świecą, a poznasz jego myśli.

    On brzęczy dzwonnym złotem, do ucha pięknie szepce,
    uśmiecha się do ciebie, a serce dał brunetce.

    Brunetka jest zazdrosna i ciebie źle wspomina.
    Wystrzegaj się tej damy. Ach, nie pij tego wina!

    To wino jest zatrute miłosnej łzy diamentem,
    z dziesięciu serc czerwiennych okrutnie wyciśnięte.

    Pijany czarnym winem, twój walet w snach się błąka,
    z rozpaczą szuka serce - w żołędziach, w winie, w dzwonkach.

    • Moja miła

    Ja już nie chcę poetycko łgać,
    ja chcę widzieć to, na co patrzę,
    a przy tobie -- śmiać się i łkać,
    i tak na zawsze.

    Spojrzyj, miła, jaki biały śnieg,
    nad nim błękit sklepiony jak kościół.
    Chodź na nartach na tamten brzeg
    radości.

    W tym pokoju, pełnym słońca, bez krat,
    dobrze sercu, ale za ciasno...
    Wiesz, nie spałem tysiąc lat,
    teraz chcę zasnąć.

    Rozpalimy na szczytach gór
    ogromne ognie,
    będzie głód, pożoga i mór --
    ty pomyśl o mnie.

    Ja tak kocham, jak pada śnieg,
    jak świeci Orion.
    Nie ma drutów. Jest tamten brzeg --
    krematorium.

    • Na odjezdne

    Żadne wiersze tu nie pomogą,
    alkohol ani łzy:
    pójdziemy inną drogą --
    ja i ty.

    Ale wiersz się sączy i sączy,
    jak krew,
    kazirodczo w sercu się łączy
    tkliwość i gniew,

    ale alkohol płynie:
    strumyczek krwi.
    Ja już wiem, co mnie nie ominie.
    Drwij.

    Ale łzy, prawdziwe łzy, rzewne,
    płyną i gdzież ich kres?
    Powiesz na pewno:
    "Szkoda łez".

    Odjedziesz, zapomnisz, lekkomyślna, czarowna,
    i tyle.
    Powiedz, czy jest jakiś sens
    w łaskawości twych rzęs,
    żem był jak pochodnia
    przez chwilę?

    • O Kalifie

    To przez ciebie ten wiersz -
    chyba już wiesz?

    Paliłem z Kalifem nargile,
    zachciało się odejść na chwilę
    a Kalif, nie myśląc długo,
    uciął głowę, przyprawił drugą.

    W tej drugiej chyba nic więcej
    prócz kwiatów stu Barwistanów.
    Chcesz ściąć, to zetnij i nie zamęczaj,
    ale się jeszcze zastanów.

    • Ociemniały

    Pokaż mi drzewo.
    - Jestem niewidomy.
    - Gdzie jest prawo i lewo?
    - Jestem niewidomy.
    - Gdzie jest światło i ciemność?
    - Jestem niewidomy.
    - Powiedz mi! Jestem jasnowidzem!
    Czy trzeba kochać? - Tak. Widzę.

    • Warum

    Miła, ja nie mam słów,
    a miałem dość ich.
    Nie wiem, skąd bierze się znów
    ten lęk radości.

    Czemu znów serce drży
    jak wtedy wiosną,
    a łzy zabłysły jak bzy,
    co w Polsce rosną.

    Tkliwość. I morza szum.
    I noc co milczy.
    Na Schumannowskie "Warum?" -
    twój szept: "Najmilszy!..."

    I trzebaż było tych mąk
    i tej rozpaczy,
    gdy dwoje splecionych rąk
    tak wiele znaczy?

    • Wiersz ostatni

    Tyś mnie kochała, ale nie tak,
    jak kochać trzeba,
    i szliśmy razem, ale nie w takt -
    przebacz.

    Ja jeszcze długo... Rok albo dwa.
    Potem zapomnę.
    Teraz, gdy boli, teraz, gdy trwa,
    dzwonię podzwonne.

    A tobie, miła, na co ten dzwon
    brzmiący z oddali?
    Miłość niewielka, błahy jej zgon,
    i idziesz dalej.

    Cóż mam od życia? - troskę i pieśń
    (ciebie już nie ma).
    Muszę im ufać, muszę je nieść,
    pisać poemat.

    Cóż mam od życia? - chyba już wiesz,
    czujna i płocha? -
    tylko ten smutek, tylko ten wiersz,
    który mnie kocha.

    • Ze złości

    Kochałbym cię (psiakrew, cholera!),
    gdyby nie ta niepewność,
    gdyby nie to, że serce zżera
    złość, tęsknota i rzewność.

    Byłbym wierny jak ten pies Burek,
    chętnie sypiałbym na słomiance,
    ale ty masz taką naturę,
    że nie życzę żadnej kochance.

    Kochałbym cię (sto tysięcy diabłów),
    kochałbym (niech nagła krew zaleje!),
    ale na mnie coś takiego spadło,
    że już nie wiem, co się ze mną dzieje:

    z fotografią, jak kto głupi, się witam,
    z fotografią (psiakrew!) się liczę,
    pójdę spać i nie zasnę przed świtem,
    póki z grzechów się jej nie wyliczę,

    a te grzechy (psiakrew!) malutkie,
    więc (cholera) złości się grzesznik:
    że na przykład, wczoraj piłem wódkę
    lub że pani Iks - niekoniecznie.

    Cóż mi z tego (psiakrew!), żem wierny,
    taki, co to "ślady po stopach"?...
    Moja miła, minął październik,
    moja miła (psiakrew!), mija listopad.

    Moja miła, całe życie mija...
    Miła! Miła! - powtarzam ze szlochem...
    To mi życie daje, to zabija,
    że j ciągle (psiakrew!) ciebie kocham.

    • Żona

    Obłoki obłąkane,
    kolory pokłócone,
    drzewo przed oknem złamane
    i -- widzę żonę.

    Czarnieckiego 80,
    parter z ogródkiem.
    "Czy przyjdzie na obiad, czy gdzieś się
    zawieruszy?" -- myśli ze smutkiem.

    A ja idę z autobusu "M",
    bo muszę,
    bo już siebie odnalazłem i wiem,
    gdzie mam duszę.

    Żona wygląda przez drzwi od ogrodu,
    w oczach niepokój,
    a ja myślę: "Kochana, młoda,
    i w sercu spokój".

    Pięć lat tułaczki, więzienia,
    ona -- Oświęcim...
    Jakże gorzki ten na do widzenia
    wiersz o "świętej pamięci".

    Ernest Bryll
    • Malowanie żony

    Takie są właśnie, co wołamy: żony;
    konstrukcja szczygła -- a ten nie uniesie jesieni.
    Więcej liścia niż kwiatu -- kwiat już znaczy owoc
    więcej wiatru niż rzeki...
    Gładzimy co rano
    uda, chcemy tak tkliwie jakby porcelany
    dźwięku jej ledwo dotknąć
    nim od tętna pryśnie.
    U palców lotki
    i tak jakby kowal walił Mozarta...
    Bo takie są właśnie
    małe jak ziarno, brak im tego ugru
    którym ciężarne kwitną.
    Ramiączko koszuli
    odsłania piersi (w renesansie duchy
    bywały tęższe, gotowe, by w biodra
    przyjąć błogosławieństwo)...
    A one bezbożne
    nie chcą przymierza, nieprzydatne garnkom
    znienawidzone przez kuchnię.
    I jeśli
    trzeba rodzinę równać do ogniska
    nie znicz to będzie, nie dostojny płomień
    lecz suchość dymu, ognik papierosa
    który osłaniasz w dłoniach przeciw wiatrom.

    Jan Brzechwa
    • Erotyk

    Przez okno kwadratowe
    Widzę wąsate drzewa,
    Odkąd wdały się ze mną w rozmowę -
    Śpiewam...

    Przez kwadratowe okno
    Widzę, że jesteś młoda,
    A ja noc miałem taką samotną -
    Szkoda!

    • Oczekiwanie

    Czekam dzisiaj na ciebie. Czy ty wiesz, co to znaczy
    Na ciebie, miła, czekać, jak ja - nadaremnie?
    Nie ma gorszego smutku i większej rozpaczy,
    I męki, co jak płomień przepływa przeze mnie.

    Minuty i sekundy oczy moje liczą.
    Jest ich wiele. Godzina mija za godziną.
    A ja czekam i serce zatruwam goryczą.
    I łzy niepowstrzymanie po twarzy mi płyną.

    Już nie przyjdziesz, nie przyjdziesz! Spełniłaś tę zbrodnię,
    Która mnie tak okrutnie przybliż do grobu.
    Obok snują się twarze, mijają przechodnie...
    Ciebie jednej nie widać! I nie ma sposobu.

    Zaraz, wyjdę, pobiegnę.... Może cię dopadnę
    Za węgłem, na ulicy i gniewem ogłuszę:
    I ręce ci wykręcę, ręce takie ładne,
    I będę wniebogłosy przeklinał twą duszę.

    Nikczemna! Znowu we mnie obudziłaś zwierzę,
    A ja tego żałują i wstydzę się później.
    Już korzę się przed tobą, u stóp twoich leżę,
    A jeszcze się buntuję, złorzeczę i bluźnię.

    • Te same usta

    Gdy nocą letni omdlewa znój,
    Twe usta szemrzą: "tyś mój, tyś mój",

    Twe usta czynią tajemny znak,
    Abym całował je tak - a - tak.

    Patrzę i milczę, klękam i łkam,
    Przybliż się do mnie, jam taki sam,

    Wyciągam ręce i szukam w krąg,
    Wyciągam ręce do twoich rąk...

    Widzę, poznaję usta i twarz,
    Naszą rozłąkę i obłęd nasz,

    Te same usta i chłód ten sam,
    Patrzę i milczę, klęczę i łkam.

    Z miłych najmilsza, ach, zbliż się, zbliż,
    Oto zostawiam róże i krzyż,

    Oto zostawiam na wieczny czas
    Ból, co na wieczność połączył nas.

    Mam dla twych pieszczot gościnny dom,
    Ciało nieobce jawie i snom,

    Dłonie znajome twym dłoniom dwóm,
    Zapach lipcowy i leśny szum.

    • Wierzę

    Wierzę w moje przeznaczenie,
    Które wiąże mnie z tobą.
    Czym ja byłem przedtem? -- Cieniem,
    Własną moją żałobą.

    Wierzę w słowa, co są hymnem
    Na twoją wonną chwałę,
    Wierzę w serce twoje zimne,
    Wierzę w piersi twe białe...

    Kto przed tobą się ukorzył,
    Tego łaska osłania,
    Bóg w natchnieniu był, gdy tworzył
    Dzień naszego spotkania.

    • Wyznanie

    Piersiom twoim hosanna! I pogarda światom,
    Co bogów swoich wielbią w obojętnym niebie,
    Bo ja, choć lichszy jestem niż najlichszy atom,
    Żyć nie mogę bez ciebie ni umrzeć bez ciebie!

    Na wieczność odsączyłaś krew od mego serca,
    Co wszystko ci za wszystkich pragnęło przebaczyć;
    Nie tyś je uśmierciła, bo cud nie uśmierca,
    Jeno los, co mi nie dał znów ciebie zobaczyć.

    Ja wiem, że będziesz łzami znaczyła wspomnienia
    Burzy, co błyskawicą dwie otchłanie łączy,
    Lecz ja nie znajdę nigdy w twych łzach ukojenia,
    Bo rozpacz nie ma końca. I już się nie skończy!

    Tak cierpię, że nieledwie umieram pomału,
    I nie ma już modlitwy na mych wargach drżących...
    Piersiom twoim hosanna! I zbawienie ciału.
    I litość wiekuista dla serc miłujących!

    Jan Brzękowski
    • Narodziny

    W ten dzień zrównania dnia i nocy
    w krew moją weszłaś cicho i tajemnie
    ukrytym nurtem płyniesz we mnie
    w krwi mej żeglujesz - jak brew płonąca na rubieżach mroku,
    jakżeż wspaniały ocean rodzisz przed otchłanią oczu
    jakiż patos Armouno wieczór zapala w twoim pięciopalcu-
    w marmurowej ciszy leżąc słyszysz szelest przesuwanych godzin
    milczeniem krzyczysz naga na wzniesieniu głosu
    we włosów upale związana jak w łańcuch.

    czuję cię - jesteś - krążysz we mnie gorejąca -
    przeniknęłaś mię - wypełniasz sobą żyły rozszerzone w bólu
    we mnie się rodzisz w trzewiach szarpiesz i rozwalasz
    ciemność

    gorąca i słona
    wchodzisz mi z ust.

    Joanna Brzostowska
    • Nie rozłączą nas

    Nie rozłączą nas pożegnania:
    wracamy do siebie zawsze.
    Mądre są nasze serca
    i od myśli stokroć łaskawsze.

    Przjechaliśmy lekkomyślnie
    jeszcze jedną szczęścia stację.
    Byłam winna?
    Gniewasz się na mnie?
    Oboje mieliśmy rację.

    Gdy się kocha
    wszystko jest prawdą.
    Nawet kłamstwo w prawdę się zmienia.
    Ginie przepada żal
    od jednego uściśnienia.

    Lecz nie można błądzić na wichrze
    by tej prawdy słowa usłyszeć.
    Skryć się trzeba w domu wieczorem
    i we dwoje wtulić w ciepło i ciszę.

    Mieczysława Buczkówna
    • Z dotknięcia

    Boisz się -- odetchnąć głębiej

    Boję się pomyśleć głębiej
    By nie zburzyć zbudowanej na milczeniu
    Z cienia spojrzeń o
    I świateł uśmiechów
    Wzajemności

    Twój szalik w rękawie płaszcza
    Jak wiosenna rzeka
    Lecz twój pędzel do golenia
    Otwiera w lustrze
    Las zimowyBoisz się -- odetchnąć głębiej

    Boję się pomyśleć głębiej
    By nie zburzyć zbudowanej na milczeniu
    Z cienia spojrzeń o
    I świateł uśmiechów
    Wzajemności

    Twój szalik w rękawie płaszcza
    Jak wiosenna rzeka
    Lecz twój pędzel do golenia
    Otwiera w lustrze
    Las zimowy

    Robert Burns
    • Miła ma jak czerwona róża

    Miła ma jak czerwona róża,
    Kwitnąca w czerwcu róża - cud!
    Miła ma jak melodia tkliwa
    Słodko z najczystszych grana nut.

    Iżeś tak piękna jest, Dziewczyno,
    Więc nie zna miary miłość ma;
    Póty cię kochać będę, Miła,
    Aż wyschną wody mórz do dna.

    Aż wyschną wody mórz, Najdroższa,
    I aż się w słońcu stopi głaz;
    Będę cię kochał wciąż, Najdroższa,
    Póki w nurt życia spływa czas.

    O, żegnaj, moja Ty jedyna,
    Żegnaj na kilka jeno chwil;
    Wrócę znów, chociażbym miał przejść, Miła,
    Dziesięć tysięcy długich mil!

    Andrzej Bursa
    • Miłość

    Tylko rób tak żeby nie było dziecka
    tylko rób tak żeby nie było dziecka

    To nie istniejące niemowlę
    jest oczkiem w głowie naszej miłości
    kupujemy mu wyprawki w aptekach
    i w sklepikach z tytoniem
    tudzież pocztówkami z perspektywą na góry i jeziora
    w ogóle dbamy o niego bardziej niż jakby istniało
    ale mimo to
    ...aaa
    płacze nam ciągle i histeryzuje
    wtedy trzeba mu opowiedzieć historyjkę
    o precyzyjnych szczypcach
    których dotknięcie nic nie boli
    i nie zostawia śladu
    wtedy się uspokaja
    nie na długo
    niestety.

    • Nasze ognisko

    Roznieciliśmy nasze ognisko
    By odgrodzić swoje wieczory
    Od ludzi wszystkich jak od chorób
    Niech się kołysze i błyska
    Niech złote śpiewają iskry
    W naszym ognisku...

    Siedzimy wieczorami
    Coś niedobrze się dzieje
    Płomień gaśnie ciemnieje
    Kopeć oczernił pokój
    Pyta żona: Co ci kochany?
    - A daj mi spokój...

    Ja wiem czemu smutno mój drogi
    My lubimy bardzo czworonogi
    Zwierzę najlepszy przyjaciel
    Już na ulicy jestem jednym skokiem
    Przemierzam całe miasto szerokie
    Wracam
    Z ogromnym kotem pod pachą

    Siedzimy wieczorami
    Coś niedobrze się dzieje
    Kot straszy bursztynowym okiem
    Płomień gaśnie ciemnieje
    Przeglądamy... malarstwo włoskie...
    Rany Boskie... jak nudno...
    No - mówię - rady nie ma...
    Widać się do siebie nie nadajemy
    Koniec z naszym ogniskiem
    Ale sprośmy jeszcze na ostatek
    Wszystkich naszych starych kamratów
    Ze szkolnej ławy
    Z popijawy...
    Zrobimy zabawę...

    Przyszli goście
    Każdy opowiada
    Barwna talia się rozkłada
    Z prostych opowieści
    Chwalimy życie z całej mocy
    Śpiewamy pieśni do północy

    Pierwsza Goście już za progiem
    No i cóż moja droga
    I nam trzeba zabierać walizki
    Ale popatrz... popatrz
    Jak się kołysze i błyska
    Wielkim ogniem... słoneczną iskrą
    Nasze ognisko...
    I nasz kot jest bardzo piękny z tym bursztynowym okiem

    • *** [Przecież znasz wszystkie...]

    ...ty znasz moje chwyty, ja znam twoje,
    marnujemy czas.

    Przecież znasz wszystkie moje chwyty
    życie moje
    wiesz kiedy będę drapał krzyczał i rzucał się
    znasz upór moich zmagań
    i drętwe pozbawione smaku i czucia wyczerpanie
    wtedy zatruwasz mój sen majakami
    aby uniemożliwić mi jakikolwiek azyl
    znam twoje słodycze
    które przyjmuję ze skwapliwą wdzięcznością
    i po których szarpią mnie torsje
    przywykłem do twoich okrucieństw
    nauczyłem się śmiać z własnego trupa
    (znasz dobrze ten mój ostatni chwyt)
    znudziliśmy się sobie życie moje
    mój wrogu

    Cóż kiedy wkręciłeś iskry bólu w moje szczęki
    aby utrudnić mi ziewanie.

    George Gordon Byron
    • Kiedyśmy się żegnali

    Kiedyśmy się żegnali
    We łzach i w milczeniu,
    Gdyś się smutna oparła
    Na moim ramieniu,
    Twarz miałaś bladą, zimną,
    Pocałunek zimniejszy,
    Wróżyła mi ta chwila
    Okropność dzisiejszej.

    Zimno na moje czoło
    Spadła rosa ranku -
    Przeczułem, że zapomnisz
    O dawnym kochanku.
    Dziś zachwiana twa sława,
    Śluby zniweczone,
    Dziś słyszę twoje imię
    I za ciebie płonę.

    Przy mnie mówią o tobie;
    Milczę - rozpacz, trwoga,
    Dreszcz mnie przebiega zimny -
    Czemuś mi tak droga?
    Nie wiedzą, że znam ciebie,
    Jak dźwięk dzwonu ich głosy;
    Długo, długo klnąć będę
    Ciebie - i moje losy.

    W tajniśmy się widzieli -
    W milczeniu żal tłumię,
    Że zapomnieć, oszukać
    Twoje serce umie.
    Ach! gdy cię ujrzę jeszcze,
    Jakimż dziękczynieniem
    Do stóp twoich pobiegnę? -
    Łzami i milczeniem

    • O nie mów mi, o nie mów mi

    O nie mów mi, o nie mów mi
    O szczęściu tych minionych dni,
    Gdy miałaś duszę moją całą.
    Pamiętam je, dopóki czas
    Nie przyjdzie sprawić, iżby z nas
    Śladu na ziemi nie zostało.

    Czyż mogłabyś - czyż ja bym mógł
    Zapomnieć serca twego stuk,
    Gdym pieścił złoto twych warkoczy?
    Dziś jeszcze widzę pąs twych warg,
    Co tchnąc miłością, skapią skarg,
    I młodą pierś, i tęskne oczy.

    Do srecam tulił cię, a ty
    Miewałaś w oczach rzewne mgły -
    Wyrzutu może? czy zachęty?
    I znowum cię w uściski brał,
    Jak gdyby chcąc; by pieszczot szał
    W niebytu strącił nas odmęty.

    A potem, gdy się powiek brzeg
    Łączył w puszysty jeden ścieg,
    Kryjąc błękitne kule na dnie -
    Rzęs twoich długich kładł się cień,
    Na licach, jak gdy w mroźny dzień
    Na śniegi pióro kruka spadnie.

    Że znów mnie kochasz, miałem sen -
    I słodszy był mi majak ten,
    Niż gdybym płonął znów na jawie
    Dla innych serc, dla innych lic:
    Bo one mi nie niosą nic,
    Gdy ze snem moim je zestawię.

    Więc nie mów mi, więc nie mów mi,
    Że nigdy już nie wrócą dni,
    Co sennym sycą mnie wspomnieniem -
    Póki się nie zmienimy w głaz
    I póki nam nie powie czas,
    Że myśmy tu znikomym cieniem.

    Maciej Cisło
    • O Tobie

    Ani

    1
    Deszcz. Wszystko zmyje, czerwone włosy dziewczyny
    wylot ulicy. I myśli. Myśli. Boże
    czy ty nim żyjesz -- życiem? Tak bez adresu
    tęskniłem tylko w dzieciństwie. Samotność --
    jakbyś rankiem spojrzał w okno
    i obłoki dojrzał szybujące
    w pustce,
    i nic więcej.

    2
    C h c ę --
    chcę ciebie! która tak od nie-
    chcenia
    siebie posiadasz!

    Chcę mieć wszystkie ciała
    twego kosmosu, jak w śmierci
    gdy się ma
    myśli drzew chmur
    i kamieni -- przesuwane na Liczydłach
    poezji:
    ciała niebieskie
    róż makijaż
    i nagie, giętkie.
    -- -- -- -- -- -- --

    3
    Złoto-biel, sandał
    na wysmukłej szpilce
    stopa w cieniutkich paskach-balans
    bioder-ramię: weź!
    mnie.
    Usta język-zęby; zjedz!
    i te dwie, sterczące zaczepnie
    zezujące rozbieżnie -- o!
    esownice profilu.

    4
    "Pochylają się nad głębokimi studniami
    przykładają sobie ucho do piersi, ciekawi
    czy tam wewnątrz nie usłyszą
    szponów wielkich niespokojnych drapieżców
    szarpiących się wściekle w ich klatkach.
    Jedynie po to by czuć jak drżą wzajemnie
    i żeby się przerażać swą samotnością.
    Ponad mrocznymi, palącymi jak piętno głębiami"

    5
    B y ć s o b ą

    ...i być kimś!
    Samoświadomość świata to Inny.
    Męski
    mężczyzna, kobieca kobieta dziecinne
    dziecko --- jedno namiętnie pożąda drugiego;
    żywe życie

    śmieje się ze słowa "zdrada", życie zdradzić
    można tylko ze śmiercią.
    ...Masz okno okrężne
    w pokoju, wokół okna,
    przez które widać brakujący krajobraz.

    6
    Żeńska -- rzeka
    łania łąka noc
    poezja --
    to są wszystko siostry
    mojej żony.

    Jej bratem, ludzkim,
    był może Cezar! Kepler
    sam Bóg.
    Ale to przecież im bardziej
    nie on --
    a rzeka -- tym bardziej ona.
    Ona dla mnie.

    7
    Chłodna kropla światła łza
    na policzku dziecka o świcie.
    Śnił mu się Strach -- a przecież ono
    jest naszą Najodważniejszą
    przenośnią -- przenoszącą nas
    w nieskończoność -


    Osoby, które czytały ten artykuł, oglądały również:
    Wiersze cz. 1
    Internetowe Love Story
    Czym jest rozdzielność majątkowa?


    powrót do góry
    Warto wiedzieć
    Co to jest ślub cywilny?
    Stanowisko katolików wobec ślubów cywilnych
    Prawo o aktach stanu cywilnego
    Ślub cywilny, konkordatowy...
    Kto płaci za wesele?
    Przesądy weselne
    Kodeks rodzinny i opiekuńczy
    Rozporządzenie MSWiA
    zobacz więcej...


    Artykuły
    Ślub z prowokacją
    Węzeł małżeński
    Węzeł pozamałżeński
    Małżeństwo interesów
    Druga płeć
    Żona już wie
    Czym jest rozdzielność majątkowa?
    W sieci wesele, czyli jak zorganizować ślub przez Internet
    Internetowe Love Story
    Czy związek małżeński może wyleczyć?
    test artykulu znajdujacego sie w dziale artykuly
    zobacz więcej...


    Wiersze
    Wiersze cz. 1
    Wiersze cz. 2
    zobacz więcej...


    Złote myśli
    O miłości
    O małżeństwie
    Cnota
    Kobiety i mężczyźni
    zobacz więcej...


    Humor :)
    O kobietach
    O mężczyznach
    O małżeństwie
    O teściowej
    Erotyczny
    zobacz więcej...


    ankieta
    zobacz archiwum


    rekomendacja
    Zarekomenduj tę stronę swoim znajomym

    Twoje imię:

    Twój e-mail:


    Imię Twego znajomego:

    e-mail Twego znajomego:




    newsletter
    Dodaj swój adres e-mail do naszego newslettera

    Twój adres e-mail:




    Komis: umieść ogłoszenie | Lista prezentów: Utwórz Zmień Zobacz Skasuj Zarezerwuj prezent | Warto wiedzieć: Co to jest ślub cywilny? Co to jest ślub cywilny? Co to jest ślub cywilny? Stanowisko katolików wobec ślubów cywilnych Stanowisko katolików wobec ślubów cywilnych Stanowisko katolików wobec ślubów cywilnych Prawo o aktach stanu cywilnego Ślub cywilny, konkordatowy... Kto płaci za wesele? Przesądy weselne Kodeks rodzinny i opiekuńczy Rozporządzenie MSWiA | Humor :): O kobietach O mężczyznach O małżeństwie O teściowej Erotyczny | Wiersze: Wiersze cz. 1 Wiersze cz. 2 | Złote myśli: O miłości O małżeństwie Cnota Kobiety i mężczyźni | Artykuły: Ślub z prowokacją Ślub z prowokacją Ślub z prowokacją Węzeł małżeński Węzeł małżeński Węzeł małżeński Węzeł pozamałżeński Węzeł pozamałżeński Węzeł pozamałżeński Węzeł pozamałżeński Małżeństwo interesów Małżeństwo interesów Małżeństwo interesów Druga płeć Druga płeć Druga płeć Żona już wie Żona już wie Żona już wie Czym jest rozdzielność majątkowa? Czym jest rozdzielność majątkowa? Czym jest rozdzielność majątkowa? W sieci wesele, czyli jak zorganizować ślub przez Internet Internetowe Love Story Czy związek małżeński może wyleczyć? test artykulu znajdujacego sie w dziale artykuly |< |

    Treści publikowane na stronie weseliusz.pl mają charakter czysto informacyjny. Dokładamy należytych starań aby były one zgodne ze stanem faktycznym,
    jednocześnie informujemy, iż Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treści publikowane na łamach w/w vortalu weselnego.

    (C)opyright 2004-2010 weseleonline.pl    |ozeh|    design:   &  code: 4head